Przejdź do treści

Piątek, 24.11.2017

Imieniny: Emmy, Flory, Romana

dd 7 6 5 4 3 2 1 12 11 8

Ścieżka do tej strony

Jesteś tutaj: Strona główna > Aktualności
2017-11-09

Odnowione kapliczki i intrygujący Francuz

Od jakiegoś czasu można zauważyć, że zmieniają się przydrożne kapliczki na terenie naszej gminy i okolic. Te, które wydawałoby się, że nie nadają się już do odbudowy, zyskują nowy blask. A to wszystko dzięki zamiłowaniu mieszkańca miejscowości Olsze, pana Andrzeja Tworkowskiego, który odkrył w sobie pasję i potrzebę przywracania ich do stanu świetności.

Nowa Cerkiew, Olsze, Gętomie, czy Gogolewo, to prace zakończone. Każda z kapliczek jest inna, każda ma inną historię, niektóre są zapomniane, jak ta w gętomskim lesie, o której większość mieszkańców naszych terenów nawet nie wiedziała.

W tej chwili pan Andrzej zajmuje się figurą Matki Boskiej, która stała na rozstaju dróg w Gętomiu. Pierwotnie miała być tylko zadaszona, ale narodził się pomysł, aby ze starych cegieł wybudować kolejną kapliczkę, a ogromną figurę, mierzącą ponad 170 cm i ważącą ponad 400 kg umieścić w niej. Udało się. Kapliczka jest prawie gotowa.

Warto podkreślić, że duży udział w odrestaurowaniu obiektów ma córka pana Andrzeja – Marta, która zajmuje się uzupełnianiem i malowaniem figur.

Ale pan Andrzej miał jeszcze jednego pomocnika. W okresie letnim można było spotkać na terenie naszej gminy ciekawego człowieka. Włosy związane w kok, supeł na brodzie, wyszukane ubranie. To Francuz Mathieu, a właściwie Janik. Trafił do naszej gminy pływając barką po Wierzycy. Pan Tworkowski spotkał go w lesie i zaprosił do siebie na poczęstunek. I tak pozostał u niego przez kilka tygodni.

Mathieu urodził się we Francji, prowadził zwyczajne życie, ale w wieku 21 lat postanowił coś zmienić. Zakupił barkę i zaczął podróżować po Europie. Podróżowanie stało się jego sposobem na życie. Nie potrzebował wiele, żywił się w lesie, spał u przypadkowych ludzi lub po prostu na łonie natury, czy swojej barce. Każdego roku przez kilka miesięcy pracował w Niemczech, żeby zarobić na podstawowe, niezbędne do życia rzeczy i dalej pływał. Głównie po Europie wschodniej, przemierzając akweny od tych dużych, po te najmniejsze.

Pan Andrzej spotkał go podczas rowerowej przejażdżki, gdy ten przygotowywał sobie w lesie posiłek nad ogniskiem. Porozmawiali na migi i się pożegnali. Jednak spotkanie to nie dało spokoju panu Tworkowskiemu i postanowił ponownie spotkać się z Mathieu zabierając swoją córkę, która swobodnie rozmawia po angielsku. Zaprosili go do domu i tak zaczęła się przyjaźń.

Państwo Tworkowscy zaproponowali Francuzowi nocleg na kilka dni. Ten z kolei zafascynował się pracą pana Andrzeja. Po kilku dniach Mahtieu postanowił kontynuować swoją podróż, pożegnał się i  odjechał. Pływał po kanałach w okolicy Elbląga, ale tak widocznie spodobało mu się u państwa Tworkowskich, że po kilku dniach wrócił i pozostał na dłużej. Zaczął pomagać przy restaurowaniu kapliczki w Gogolewie. Odwiedziliśmy panów w czasie pracy.

Rozmawiali ze sobą w swoich językach. Tzn. pan Andrzej po polsku, a Mahtieu po francusku, chociaż poznał już kilka polskich zwrotów. Ale wyglądało, jakby się rozumieli. Francuz bardzo sympatyczny, ciągle uśmiechnięty od ucha do ucha i z chęcią zaczął rozmowę. Opowiadał, że uważa się za obywatela świata, nie istnieje dla niego ograniczenie w postaci nacji. Lubi często zmieniać imię, ponieważ, jak twierdzi, słysząc swoje imię czuje się synem swojej mamy, i to jest już dla niego jakiś rodzaj przyporządkowania. A on chce się czuć wolny. W Polsce czuł się bardzo dobrze, zwłaszcza tutaj, gdzie spotykał się z dużą życzliwością od wszystkich. Wspominał zeszły rok, kiedy przebywał na wschodzie Polski i aż tak sympatycznie podobno nie było. Pan Andrzej zabierał go w różne miejsca. Był na koncercie chóru w kościele w Nowej Cerkwi, na festynie w Morzeszczynie, ale też na procesji Bożego Ciała, czy I Komunii Św. u rodziny państwa Tworkowskich. Sam urodzony w rodzinie katolickiej był zaskoczony naszą obrzędowością i cotygodniowym chodzeniem na Mszę św.

Z kolei Mathieu zabrał Pana Andrzeja na rejs swoją barką.

Rozmawialiśmy bardzo swobodnie. Mathieu był szczęśliwy, że może pomagać Andriew (tak z angielska nazywa pana Andrzeja), chociaż nigdy nie zajmował się budowlanką. Potwierdził, że bardzo się lubią, chociaż właściwie mało ze sobą rozmawiają i trochę różnią się w swoich poglądach, ale je szanują.

Na koniec, na stwierdzenie, że jest chyba szczęśliwym człowiekiem odpowiedział, że przecież każdy z nas może być szczęśliwym, jeżeli zechce. Jesteśmy tylko za bardzo owładnięci konsumpcjonizmem i za bardzo wpatrzeni w kapitalizm. Może coś w tym jest i faktycznie powinniśmy trochę zatrzymać się i chwilę odpocząć?

W tej chwili Mathieu, pływa pewnie gdzieś po Europie, ale jego cząstka została w gogolewskiej kapliczce i w naszych wspomnieniach.

A my dziękujemy Panu Andrzejowi za jego zaangażowanie i czekamy na dalsze prace.

wydruk, pdf


Portal współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego.